Dziś rano jak zawsze wstałam zaspana.
Spojrzałam na kalendarz i okazało się, że jest niedziela.
Gdy robiłam śniadanie Meli, włożyłam jej do miseczki gotowaną rybę z warzywami, w końcu lubię ją rozpieszczać .
Położyłam miskę na blacie i zawołałam Mele lecz ona nie przyszła.
Stwierdziłam że w takim razie położę jej miskę na miejsce i zje kiedy będzie chciała.
Wzięłam więc miskę i nagle szok! Miska zupełnie puściutka. Rozejrzałam się ale Mela nie mogła tego zjeść bo przecież jej tu nie było...
Zdziwiona przygotowywałam jej jedzenie od nowa. Tym razem wkładałam jej do miski kawałki kurczaka.
Włożyłam jeden, po czym drugi i tak dalej...po jakimś czasie spostrzegłam iż miska na dal jest pusta.
- Nosz! Co się dzieje?! - krzyknęłam sama do siebie, nagle zobaczyłam że coś sporego porusza się pod kanapą, widziałam tylko kontur stworzenia i błyszczące oczy.
Podeszłam więc po woli do kanapy, przyklękłam przy niej i nagle coś mnie przewróciło.
Leżałam na plecach, a na mnie siedziała Mela...tylko znacznie większa.
Miała już rozmiary normalnego dorosłego kota,a miała tylko 1 mies.
Siedziała na mnie i mnie lizała. Zdjęłam ją z siebie i wzięłam na ręce, po czym postawiłam na stole.
Dałam jej od nowa karmę, ale ona jadła i jadła bez opamiętania.
Gdy opróżniła mi całą lodówkę z mięsa, w reszcie się najadła.
Patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczami i nie mogłam uwierzyć ile ona zjadła.
Pomyślałam, że może w tym wieku koty tak szybko rosną, ale coś...
Nie przejęłam się tym zbytnio i po wróciłam do codziennych zajęć.
CDN. . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz