Dziś w nocy nie mogłam zasnąć.
Drzewo lekko uderzało swoimi gałęziami w okno, pozostawiając na ścianie tajemnicze cienie.
Wiatr dmuchał głośno i zrywał delikatne liście drzew, w oddali słychać było jak by...miałczenie trochę podobne do płaczu, szlochu...
Wstałam więc po woli z łóżka, założyłam kurtkę i wyszłam na boso na dwór.
Było ciemno, wszyscy pewnie spali, szłam drogą przez ogród w stronę źródła płaczu.
Wyszłam tylnym wyjściem ogrodu i znalazłam się na cmentarzu.
Było tam bardzo mglisto, latały czarne skrzeczące kruki, zimny wiatr dmuchał w korony drzew, a ja szłam dalej.
Czułam się trochę jak by zahipnotyzowana idąc w stronę źródła płaczu.
Słyszałam moje kroki, rozglądałam się uważnie, patrząc na nagrobki.
Gdy z daleka w ciemności ujrzałam stary grobowiec.
Bezmyślnie weszłam do niego, szłam ocierając twarz z pajęczyn, gdy nagle spadłam z zaczynających się schodów...
Znalazłam się w ciemnym pomieszczeniu, gdy podniosłam się i otrzepałam z kurzu zapaliły się pochodnie, sama nie mam pojęcia jak.
Paliły się ciepłym, złocistym ogniem, a ja szłam dalej ciemnym wąskim korytarzem.
Po jakimś droga się skończyła, na końcu była stara zardzewiała dźwignia, pociągnęłam ją po woli w dół i ściana zaczęła się odsuwać.
Przecisnęłam się przez drzwi, znalazłam się ponownie w ciemnym pokoju lecz nie było tam nawet pochodni.
Z daleka usłyszałam delikatne gwizdanie i nudzenie jakiś piosenek.
Gdy spojrzałam się przed siebie ujrzałam parę błyszczących oczu patrzących się wprost na mnie.
Stanęłam oniemiała, nie wiedziałam co robić, usłyszałam zachrypnięty głos
- Chodź do mnie! Chodź...nie obawiaj się mnie....nie zrobię ci krzywdy!- zachichotało dziwne stworzenie.
- Kim jesteś? - Zapytałam zaciekawiona i zarówno przerażona?
- Ja? Jestem....Lorenz....
- Lorenz? Czyli?
- Czyli Loenz. - znów zaczął chichotać
CDN....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz