Jest jesienny wieczór, oglądam wiadomości zajadając się owsianymi
płatkami kupionymi za marne grosze w supermarkecie. Usłyszałem, z
faktów (wiadomości) , że w okolicach twojego miasta grasuje morderca.
Na ten fakt nie reagowałem dramatycznie, w końcu było wiele takich
przypadków a mnie nic się nie stało, wszystkich złapali, więc myśle
sobie, iż jego też złapią, nie przeżyłem nigdy spotkania ze śmiercią ani
z większymi krzywdami, można powiedzieć, że jestem szczęściarzem. Nie
doznałem pobicia, różnych typu złamań, czy choćby krzywdy psychicznej.
Ubrałem się w ciepłą niebieską bluzę, którą dostałem rok temu na
gwiazdkę, ściągnąłem obuwie zmienne i zakładam wyjściowe buty .
Wyszedlem z domu jak gdyby nigdy nic. Poszedłem na spacer, aby odpocząć
fizycznie i psychicznie od mojego domu pełnego problemów. Wkurzający
rodzice, ręczące młodsze rodzeństwo, , mam na
karku zaledwie 18 lat, a życie jest dla mnie udręką, użalając się nad
sobą, przemierzam w stronę, której nawet nie kojarzę. Ochłodzone
dłonie, wsadziłem do kieszenie, aby doszczętnie nie zamarzły. ~Nikogo nie
w okół nie ma, nie dziwiąc się, jest późna godzina... (23.00)~
Obserwuje liście, które błąkają się po ziemi poprzez podmuch wiatru,
spoglądam na huśtające się drzewa, wichura rozwaliła moją fryzurę,
grzywka zasłoniła mi twarz, pierwszy raz czuję się wolny. Nie boję
się iść.
Bezinteresownym spojrzeniem rozglądam się się dookoła.
Na końcu ulicy dostrzegłem ostatni blok na skrzyżowaniu, idę
spokojnie chodnikiem, kiedy nagle ktoś chwyta mnie za ramię i z siłą
przyciąga do ściany bloku, szorstka jej powłoka poharatała mi plecy
sprawiając lekki ból, postać przede mną przyciskała mnie do muru,
napierając swoim ciałem, moja głowa znalazła się miedzy rękoma
towarzysza, nie dając mi wyjść. Jednak byłem zbyt zdziwiony i nie ragowałem,
chciałem zobaczyć twarz osoby, lecz jest zbyt ciemno by tak się stało.
Osobnik miał na sobie kaptur, co sprawiło problem poznania. Zapach danego
przybysza jednak był ci znany, lecz nadal nie zdajesz sobie sprawy kto
to może być.
Po chwili wyszedł księżyc i ujrzałem twarz Angel...
- Oddaj...- szepnęła wściekła
- Angel?!
- Oddaj!
-Ale co? - czułem jak coraz mocniej przyciska mnie do ściany
- Książkę!
- Jaką książkę do cholery?!
Po chwili puściła mnie i wyrwała mi torbę, zaczęła w niej grzebać po chwili wyjęła z niej jakąś książke
- Tą książkę...
- Skąd ją masz?
- Skąd ty ją masz?!
- Nie wiem...
Angel nie odpowiedziała, spojrzała na mnie po czym po woli oddaliła się i zniknęła we mgle.
. Stałem
tam gdy nagle zaczął padać śnieg...nadal patrząc na powolne spadanie śniegu..
Nie wiem czemu ale zacząłem uśmiechać się sam do siebie.
Po krótkim namyśle, wziąłem torbę z ziemi i poszedłem dalej.
---następnego dnia
Szedłem zaspany przez korytarz i nagle poczułem uderzenie, zobaczyłem Angel
CD Angel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz